• Wpisów:126
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 20:34
  • Licznik odwiedzin:2 515 / 1199 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

aktenoiram
 
jackpuchacz
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
wiesz co jest najgorsze?
co to za różnica czy jestem gruba, chuda, czy miewam wagowe huśtawki. przecież w życiu, we mnie jako osobie niewiele to zmienia, co za debilizm, że taka pierdoła tak mocno wpływa na psychikę. przecież takie jest moje zdanie, że w życiu tak naprawdę jest nie istotne jak wyglądam, tylko to co robię, ważne jest samo czyste życie. a człowiek przejmuje się takimi pierdołami, no paranoja, po co to. po co jest życie, kiedy byle co jest w stanie tak długo Cię męczyć. ani nie masz celu, żeby kogoś uwolnić, wyzwolić, może być dla kogoś, a może coś w świecie na stałe, na lata zmienić. tylko tak istniejesz i użalasz się nad sobą, bo nawet jeśli na co dzień pałasz optymizmem i zacieszoną mordką, to i tak w środku miewasz głębokie wykopy, którym nie sposób sprostać. chyba że zacznie padać, wtedy się wypełnią, a po czasie znów staną się dołami, jeszcze głębszymi
  • awatar alvorada: nie wiem czemu tak jest, ja dziś jestem na siebie zła, że zjadłam 115g jogurtu, więc wiesz...nie wiem co powiedzieć
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
czuję się gruba. po prostu. jaki cel jest w treningu, kiedy wracam do domu i wpierdalam? chuja będę miała, a nie mięśnie. nie chcę jeść tłustego ciasta na noc, nie chcę tyle wpierdalać. chciałabym ćwiczyć, jeść zdrowo i sobie nie odpuszczać, a kurwa tak często nie umiem, bo przecież jestem chuda i nic mi się nie stanie. świetnie, zwłaszcza jak będę tak wpierdalać i obrastać w cukier i tłuszcz. porażka
jestem porażką. w jaki sposób można poćwiczyć wolę, zrobić tak żeby się uprzeć i nie jeść tej cholernej czekolady, nie jeść po 19, a posiłki mieć odpowiednio zbilansowane.
z drugiej strony co to za życie bez przyjemności, a ostatnio bardzo polubiłam jeść. ale do cholery co to za przyjemność, wydawać tyle kasy, a potem i tak to wydalisz. czy nie większą przyjemnością byłoby spojrzeć w lustro mówiąc 'dałaś radę'? tylko jakoś nie wierzę w efekty, skąd mają mi się wyrobić mięśnie, z czego. a tak bardzo bym chciała
czasem ćwicząc lekko odpuszczam, ćwiczenia nigdy nie przerywam, ale wykonuję je markując. bo już nie mam siły, bo nie mogę. no jak nie mogę, dopóki żyję, to przecież mogę. nie chcę być taka słaba
fight
  • awatar alvorada: Co do treningu, to nie warto robić ćwiczeń jak nie możesz,bo potem zakwasy etc. No i to nie jest przyjemne. Ćwiczenia mają być relaksem i frajdą. W odpowiedniej intensywności na pewno takie będą:) może nie skupiaj się tak na jedzeniu. Co do przyjemności - jest wiele innych możliwości ;)
  • awatar Lelumpolełum: nie ma sensu być kimś silnym, silny to ktoś kto nie potrzebuje pomocy a więc i ktoś samotny, lepiej być słabym i przyjmować pomoc bo w wtedy ma się przyjaciół i wiesz na kogo możesz liczyć
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
piszę tylko dla Ciebie.
wchodząc do łóżka poczułam prawą łydkę. poza tym nie wyglądam jak morświn (chociaż są sympatyczne, raczej dodało mi to energii. tylko że raczej wewnętrznej, choć jestem w stanie się poruszać (jeszcze). fajnie było. czuję jakby zaczęła się pewna zmiana, może to głupie, dopiero pierwszy trening, ale czuję się inaczej. mam nadzieję na początek nowej mnie, cielesnej, ale może też trochę w środku? chcę być silna, nie poddam się, żeby więcej nikt mnie nie omamił i żebym potrafiła obronić, Ciebie i siebie, ewentualnie totalnie olać.
całuję z wirusem eboli
 

 
chciałabym się znaleźć tam, wtedy. ten okienny wyjazd pod znakiem kadarki. mimo tej przeokropnej huśtawki nastroju, było cudownie, prawdziwie nasz wyjazd
 

 
dlaczego tak bardzo nie wiem co robić, nie wiem czego chcę i czy sobie poradzę
tyle ludzi ma ściśle sprecyzowane, nie mówię nawet o przyszłości, ale tej bliskiej. a ja po prostu nie wiem. nawet kiedy wchodzę do sklepu, chcę kupić ciastka, ale nie wiem na które mam ochotę, więc bujam się kilka minut w tą i z powrotem, co kończy się wyjściem ze sklepu.
to jest chore
potrzebuję pomocy, a przecież nikt mi nie powie co mam robić, nie weźmie za rączkę i nie zaprowadzi, nie wbije do głowy ani nie wybije, nie ten wiek, nie ten czas.
nie wiem nie wiem nie wiem nie wiem nie wiem nie wiem nie
 

 
i co, i co? już nie lubię, kiedy Cię nie ma. tylko że Ty nie musisz o tym wiedzieć
a z Tobą już się zaczęło przewidywane. brak czasu, widywanie, kontakt coraz rzadziej. podobno jak się bardzo chce to się da, ale wtedy zawalę inne rzeczy. a nie zawsze można
ostatnio babcia powiedziała mi 'ucz się ucz, bo to jest najważniejsze'. a chuj, wcale nie jest. co mi z samej nauki, wiedzy, która i tak się ulotni prędzej czy później. bez sensu gnanie za ocenami, za pieniędzmi, kiedy można obudzić się rano sam. dla mnie jednak ważniejsi są ludzie i to, żeby czuć się ze sobą dobrze.
tylko dlaczego tak bardzo nie mam kiedy tego realizować?..
 

 
ucz, jedz, tyj, pracuj, nie marudź, uśmiechaj się i żyj.
 

 
trzeba być samowystarczalnym.
tylko jak uciszyć pragnienia?
idę w miasto, choć ten jeden raz.
 

 
pojawił się pewne komplikacje dotyczące tańców. hm, właściwie to dobrze, bo tym razem to nie z mojego powodu, a być może się rozjedzie. wtedy miałabym jedną rzecz do myślenia mniej, już z resztą poczyniłam plany odnośnie zapisu na fight&burn yeah. skoro mnie nie martwi, że to się kończy to może nie zależy mi jednak tak jak kiedyś? być może pora na coś nowego. chyba bym tego chciała, zmiany. bo kolor włosów szamponetką nie ma takiej siły rażenia. czekamy, zobaczymy
 

 
bosze, kim ja jestem. przecież ja nie mam żadnych problemów, moja teoria brzmi, że każdy w danym momencie życia ma swoje i na tą chwilę właśnie one są ważne. bez względu na wiek i ich wagę.
tylko co ja takiego przeszłam, jak to się ma do choroby własnej, raka matki, wycięcia ojca płuca, braku akceptacji, zapierdalania żeby się utrzymać, zawodów uczuciowych, niepogodzenia się w 100% ze sobą. no jak?
mieć dwadzieścia parę lat i cały szmat złych doświadczeń, dlaczego
czuję się zmęczona, a w chwili zdobywania nowych informacji czuję, jakbym nie miała prawa, to nieważne, nic nie znaczy, tak bardzo istoty mają gorzej.
tak bardzo
 

 
come on come on come on i Ty jesteś ruda. i w ogóle desperados oraz tłusty rozpuszczony ser. czekoczekoczekolada tararam. never więcej pracy na popołudnia, uj, w przyszłym do w pół do dziesiątej hue
więcej więcej więcej oraz mniej, fajnie się do Ciebie przytula(ło)
 

jackpuchacz
 
aktenoiram
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
nie bój się mnie.
dzisiejszy dzień poszedł. a na głowie mam mini-dramat. poza tym zaczynam mówić. i chcę już na ćwiczenia, ale nie będę miała kiedy chodzić na razie:/
trzymamy kciuki za jutro, dzielna będę.
 

 
bo jak to jest, tyle osób potem płacze, zarówno kobiety jak i mężczyźni. a mimo to będąc w kolejnym związku któreś z nich zdradzi, zostawi, przestanie się odzywać- co by nie było, to po prostu zrani. a przecież sam tego nie chce, później jest z kimś innym i doświadcza tego uczucia od kogoś innego. więc dlaczego ludzie nie mogą się dobierać tak, żeby się nie ranić? żeby nie rozstawać? przecież to bez sensu
 

 
o odcięcie głowy poproszę. wypatroszenie ewentualnie.
ostatnie moje przemyślenia dotyczą związków. tylko nie potrafię w tym momencie zebrać myśli, grr..
  • awatar alvorada: wiem, że to 'pierdoły', ale nie potrafię się cały czas próbować sztucznie czymś zajmować, nie potrafię się sama okłamywać, że jest ok. Musiałabym być cały czas czymś podekscytowana, żeby nie myśleć. Albo się zakochać. Ale to mi raczej nie grozi, gadając z byłym chłopakiem...a Ty, masz jakies swoje 'sposoby' na to?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
wyjebane.
muah branoc
 

 
ale słabo.
nie lubię po prostu wychodzić, kiedy czuję się źle i bez sił. niby nic takiego wysiłkowego bym nie robiła, ale jednak trzeba się przetransportować i ogarnąć życiowo.
a i tak mam takie w środku małe coś, że mi przykro.
  • awatar alvorada: czasem lepiej się zaszyć w łóżku z gorąca herbatą i książką...ale z doświadczenia wiem, że jak jest okazja, lepiej się zmusić i wyjść, zazwyczaj poprawia humor ;) zamulanie można przełożyć ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
przeżyłam.
podobno.
w sumie to właśnie przeżywam.
i proszę zabrać ode mnie ten brzuch, bo nie ręczę.
 

 
gorrące wino z przyprawami = moc
walczymy
 

 
to irytujące mieć wreszcie coś dobrego do jedzenia a nie czuć smaku. jeżeli przeżyję jutrzejszy dzień to.. hmm, po prostu go przeżyję. ale ciężko będzie. bądź jutro moim słońcem B.
o tak, dzisiejsze słońce love ever. <3
  • awatar Tigram Ingrow: Jak jutro przeżyjesz to przyjdź do mnie nocować, współlokatorzy wybyli.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
tak bardzo sama, tak bardzo brak
.. wsparcia?
raczej oparcia,
fizyczno-mentalnego
żeby się zaszyć
i nie czuć więcej złego
bolesnego
stanu ciała i umysłu chorego
niedobrego
 

 
rzeczywiście z tego wynika, że śmierć może być przyjemna, ale tylko jeżeli ma związek z wykrwawieniem. jednak chyba nie polecam sprawdzać, jeszcze przyjdzie czas.
a poza tym, kiedy człowiek znajdzie się na pewnej określonej wysokości ( chyba było to niespełna 8000m ), to gdyby przebywał tam kilka godzin mógłby umrzeć. i to uważam za dobry sposób dla samobójców, którzy boją się bólu. po prostu zasypiasz. ale tego bym nie polecała, bo póki co to tylko prawdopodobieństwa, domysły, a jeśli tak nie jest, to a nóż widelec obudzisz się z jakimś potwornym bólem, którego nie chciałeś doświadczyć.
pozdrawiam
 

 
wypływ krwi powoduje uwalniane się serotoniny- jednego z hormonu szczęścia
erytrocyty są komórkami bezjądrzastymi z wyjątkiem lamy i wielbłąda
u człowieka krzepnięcie trwa średnio 5 minut- koń musi się męczyć aż 11 i pół
 

 
studia są tak banalne. siedzisz codziennie po kilka godzin, spędzasz czas z tymi samymi ludźmi, z czego część albo Cię nie obchodzi albo irytuje. zwłaszcza Ci, którym się wydaje, że są dorośli (typu 'uciekamy z lekcji' ) i Ci 'tak bardzo zabawni'. na początku mnóstwo załatwiania, szukania książek, które już dawno są niedostępne. potem nauka rzeczy, z których może połowa będzie naprawdę istotna, chociaż po danym roku i tak większość ulotni się z głowy. do tego jedzenie byle czego w biegu, nieregularne pory i zaburzony rytm dnia. wcale nie lubię studiować, nie wiem dlaczego przyjęto, że 'studia to najlepszy okres w życiu'. a w czyim tak konkretnie? lubiłam czas, kiedy Lemon budził mnie o 5:20, potem osiem godzin w pracy i wolne popołudnia. tak, wracając nie zostawało zbyt dużo czasu ani ochoty na jakieś wyjścia czy relaksy, ale też się zdarzały. dzień układał się w miarę stabilnie i to było całkiem przyjemne. było.
wczoraj doszłam do wniosku, że ból naprawdę może zmienić człowieka, zrobić z niego zgorzkniałą, samotną osobę. taki prawdziwy i długotrwały fizyczny ból.
mimo wszystko pozdrawiam, oby Twoje życie było ciekawsze.
  • awatar heweliusz: do tego co robimy należy podejść z dystansem, studia praca, jeden ciort obie robi dla siebie, kwestia podejścia, tu i tu nas coś denerwuje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›